Dlaczego Kochanie siebie pomaga w biznesie? Szczególnie w kryzysowych sytuacjach…

Dobrze wiedzieć kim jestem…..

Bo wiesz kim jesteś i znasz siebie. Wiesz jak działasz i reagujesz. Dzięki temu trudno Cię wytrącić z równowagi i zranić. Bo nie poddasz się manipulacji a w  kryzysie pewniej i stabilniej działasz.  Bo wtedy kiedy tego potrzebujesz zachowasz spokój. Bo masz naturalną ochronę przed ludźmi, których celem jest Ci zaszkodzić. Bo wzbudzasz zaufanie. Bo nie jesteś naiwny. Bo miękko i naturalnie budujesz trwałe i budujące relacje. Nie dasz się zwieść ludziom, którzy chcą Cię wykorzystać. Łatwiej Ci być wytrwałym i konsekwentnym. Z miłością do siebie będziesz stabilny emocjonalnie. Trudno Cię będzie przestraszyć. Łatwiej wychodzisz z opresji. Nie jesteś podatny na wpływy. Sam decydujesz czy podejmujesz jakieś działania czy nie. Wysłuchujesz i obserwujesz otoczenie  z otwartym umysłem a potem decydujesz czy wchodzisz czy nie wchodzisz w propozycje Ci oferowane. Masz autentyczny kontakt z sobą i z innymi ludźmi. Nie musisz ubierać maski twardego macho, lub ofiary by coś uzyskać. Jesteś wiarygodny i autentyczny i tym zjednujesz sobie ludzi. Dzięki temu budujesz autorytet. Masz elastyczne myślenie. Posiadasz szacunek w sobie. Nie musisz o niego zabiegać. Komunikujesz się bezpośrednio. Jeśli lubisz siebie jesteś względem siebie fair i uczciwy. Nie będziesz potrzebował oszukiwać innych. Jeśli natomiast nie przepadasz za sobą wówczas budujesz swój wizerunek w uzależnieniu od świata zewnętrznego a ten jest zmienny, więc i Twoje poczucie własnej wartości będzie zmienne.

Teraz kiedy zagrożona jest nasza przyszłość, zagrożone jest też nasze poczucie bezpieczeństwa nasza podstawowa potrzeba fizyczna i psychiczna. Codziennie budzą się trudne emocje. Może nawet się nie wyciszają. Wszystko od Ciebie zależy.  Świadomość tego co przeżywam i danie sobie do tego prawa pomaga mi w zachowaniu spokoju i trzeźwego myślenia.

Byłam w wielu trudnych sytuacjach i wielu bardzo kryzysowych. Najtrudniejsze są te co atakują z zaskoczenia, bez możliwości przygotowania się, jak np. Koronawirus. Wówczas włączają się wszystkie nasze mechanizmy obronne, które generują ryzyko, popełnienia błędu. Dlatego warto znać te mechanizmy co one nam robią do czego prowadzą i ewentualnie wytrenować nowe, które włączą dystans, spokój i zachowają realność myślenia. Pomaga w tym Kochanie siebie ? Wielokrotnie się przekonałam, że zawsze bez względu na intensywność sytuacji kryzysowej rozwiązania przychodzą na bieżąco. Potrzebny jest tylko spokój i pewność siebie.

Zagrożone poczucia bezpieczeństwa to automatyczna generacja trudnych emocji. Tyle się ostatnio mówiło o trudnych emocjach. Wiele szkoleń. Przed kwarantanną osobiście prowadziłam szkolenie z trudnych emocji w biznesie, kolejne, które miałam prowadzić mi odwołano z powodu kwarantanny. Teraz jest okazja do praktycznego egzaminu z przeżywania trudnych emocji, do wykorzystania wiedzy na ten temat. Doświadczenie i praktyka czyni człowieka autentycznym w działaniu. Aktualną sytuację widzę również jako okazję do sprawdzenia siebie, do przyjrzenia się sobie jak reaguję w sytuacjach zagrożenia. W sytuacjach kiedy moje poczucie bezpieczeństwa jest zagrożone. Kiedy odczuwam lęk, niepewność i nachodzą mnie czarne myśli. Jak mogę sobie pomóc?  Jak mogę zaplanować swoje działania by zachować dochód i przetrwać czas kwarantanny i zapewne późniejszego kryzysu.

Kolejna metoda, która naturalnie wypływa z postawy miłującej samego siebie, ( i nie należy tu rozumieć narcyzmu czy egoizmu. Te postawy wbrew pozoru nie wyrażają miłości względem siebie, wręcz odwrotnie. O tym bliżej następnym razem….) to zachowanie równowagi życiowej, która wspiera moją wewnętrzną pewność siebie i miłość do samej siebie.

Jest to metoda Trzech Nóg.

Buduję na Rozwoju Duchowym, Bóg Hobby – Rodzinie – i Pracy Zawodowej, którą też mam to szczęście, że łączę z pasją.  Wówczas czuję się bezpieczniej. Kiedy zarwie mi się jedna noga stoję jeszcze na dwóch. Moje doświadczenie życiowe pokazuje, najbardziej niestabilny jest obszar związany z pracą zawodową. Ten najczęściej przeżywa kryzysy i perturbacje. Dzięki metodzie trzech Nóg stoję dalej bo mam rodzinę, mam bogate życie duchowe i mam Boga.

Czas izolacji kiedy to straciłam dochód de facto z dnia na dzień, wykorzystuję na refleksję, odpoczynek, skupienie uwagi na tu i teraz. Kochanie Boga, siebie i rodzina daje mi wielkie oparcie. Ten czas daje rodzinie i dzieciom. Nie panikuje, zachowuję spokój i dystans włączam zmysł obserwacji i czujności mimo, że odwołano mi wszystkie szkolenia zaplanowane do lata. Nie mam l4, opieki na dzieci i specjalnych oszczędności. Nie mam też pewności czy niektóre podjęte biznesowe kontrakty dojdą do skutku, wtedy kiedy to się skończy. Jeśli myślę o przyszłości nie ma tam nic pewnego a taka sprzyja myślom katastroficznym. Dlatego tym bardziej skupiam się na tu i teraz wytężam skupienie, obserwuję i przygotowuję się do nowej rzeczywistości. Inwestuję w relację z Bogiem, w Rodzinę i dalszy rozwój zawodowy. Podjęłam kolejną szkołę by poszerzyć zakres usług na rynku. Ruszyliśmy wspólnie z mężem z remontem biura stacjonarnego – to też dobry dla nas wspólny czas.  Zwyczajnie uruchamiam proces kolejnej zmiany i przystosowania siebie i biznesu do nowych okoliczności. W zasadzie tylko tyle, zawsze taka sytuacja może się wydarzyć, a to co mam w sobie pomaga mi nie panikować, zachować spokój i pogodę ducha ogólny optymizm ?

Ludzie wyczuwają autentyczność!! To kapitał dzisiejszych czasów!! Wewnętrzna MOC! Szczególnie dziś kiedy mamy przesyt cukierkowego i powierzchownego życia. Kiedy mamy przesyt kłamstwa, presji i manipulacji.  Ludzie, nasi klienci są wyedukowani ostrożni i czujni.

Żeby być autentycznym, stanowczym i konsekwentnym potrzebujesz mieć to w sobie, a żeby z kolei mieć to w sobie potrzebujesz lubić siebie i znać się na tym co robisz. Nie zawsze to idzie w parze. Spotykam wykształconych wspaniałych fachowców w swojej dziedzinie, którzy ciągle borykają się z pewnością siebie, z lubieniem siebie. Nie mają tego w sobie. Ten deficyt utrudnia codzienną pracę, codzienny kontakt z klientem. Często wątpią w swoje kompetencje. Wierzą innym, którzy tylko próbują podważyć zakres posiadanych umiejętności i wbijają szpilki w słabsze obszary. Ten deficyt pociąga za sobą brak asertywności. Asertywność właściwie rozumiana pomaga odzyskiwać kontrolę i pewność siebie, bezpieczeństwo i zadowolenie z tego co robisz. To z kolei bezpośrednio przekłada się na jakość relacji z klientami. Zadowolony szef to zadowolony pracownik i zadowolony klient. Dlaczego? Bo szczęście, pewność siebie i asertywność trzeba budować w sobie. I co masz to dajesz tym z którymi współpracujesz. A to jest konkretna inwestycja konkretna praca.  Tak jak inwestujesz i poszerzasz w swoją wiedzę specjalistyczną, by móc realizować swój zawód i zarabiać pieniądze potrzebujesz inwestować w rozwój i budowę własnej pewności siebie i asertywności. Bez właściwie zbudowanej pewności siebie to wielość wątpliwości a w efekcie zwolniony proces podejmowania decyzji. Wyostrza się lęk, a lęk i decyzje podejmowane w lęku są obarczone błędem. Praca nad pewnością siebie i asertywnością to skuteczna praca nad obniżeniem poziomu lęku i obniżasz tym samym ryzyko błędu w podejmowanych decyzjach względem biznesu jaki prowadzisz.

„Zacznij od pokochania samego siebie i zrozum, że kiedy ty się zmienisz zmieni się cały świat”

A „ Każda rzecz jest dobra lub zła w zależności od tego, co o niej myślimy – oto cały sekret” B.Kożusznik i M. Adamiec Zarządzanie sobą

Pomogę Ci ją zbudować. Mam sprawdzone narzędzia. Po co tracić czas na poszukiwanie narzędzi i sprawdzanie czy działają czy nie. Moje szkolenia lub praca indywidulana (trenerska, coachingowa, mediacyjna)  wyposaży Cię w to czego potrzebujesz, by podjąć wysiłek w budowanie pewności siebie w autentycznej postawie asertywnej i  pewności siebie, która będzie autentyczna i prawdziwa. Która będzie w Twojej głowie pod tytułem rozumne i logiczne myślenie. W Twoim sercu pod tytułem wrażliwe i empatyczne rozumienie siebie i innych ludzi co daje unikatową możliwość budowania relacji w oparciu  wygrana/wygrany. I wreszcie  w nogach pod tytułem: tę pewność siebie widać w twarzy, w rękach w nogach gestach i głosie. Tego nie da się oszukać. Kiedy to w sobie zbudujesz trudności to będzie dla Ciebie okazja do rozwoju a nie powód do narzekania i oskarżania innych. Będziesz brał życie i podejmowane decyzje w swoje ręce i skupiał uwagę na rozwiązaniach a nie na poszukiwaniu winnych i usprawiedliwień dla swoich niepowodzeń i trudności. Wzmocnisz efektywność i skuteczność. Lęk nie będzie Tobą kierował. On jest Ci potrzebny. Potraktujesz go jako informację i narzędzie do podejmowania decyzji.

Asertywność i budowanie autentycznej pewności siebie poprzez lubienie siebie ułatwia dążenie do celu konsekwentne i nieustępliwe a jednocześnie z zachowaniem partnerskich stosunków z kontrahentami, współpracownikami po prostu ludźmi. Tu oprócz wiedzy merytorycznej jakiej potrzebujesz do wykonywania swoich codziennych obowiązków zawodowych potrzebujesz trenować i kształcić się w asertywności i komunikacji bezpośredniej oraz strategii zarządzania relacjami, by budować silny trwały i efektywny biznes. By rozwijać elastyczność i szerokie myślenie na temat relacji jakie ludzie budują a Ty z Nimi. Nie da się rozwijać biznesu, budować rodziny bez ludzi i bez utrzymywania relacji z Nimi.

„Jeśli drzewo jest zbyt sztywne, zostaje złamane” Lao-tsy

Wszystkim moim czytelnikom życzę powodzenia i wszelkiego dobra. Zapraszam również do ewentualnego kontaktu i współpracy

MW

STREFA KOMFORTU W PRAKTYCE

Kiedy dotarłam do zawodu Trenera pierwsze szkolenie realizowałam w parze trenerskiej z Anetą, koleżanką ze szkoły trenerskiej. Przygotowując się do tego zadania zderzyłam się z dużą ekscytacją, zaciekawieniem i podnieceniem. Z drugiej strony pojawiał się lęk i wątpliwości czy podołam, czy program będzie ciekawy i wartościowy? Czy mnie zaakceptują uczestnicy? Takie tam szatańskie podszepty podcinające skrzydła;) Jedną z większych barier jakie pokonywałam podczas warsztatu, była różnica wieku między nami trenerkami a uczestniczkami. Okazało się, że nic z wszystkiego tego czego się obawiałam, co sobie w głowie projektowałam się nie sprawdziło. Różnica wieku okazała się bardzo interesującym doświadczeniem zarówno dla mnie jak i dla uczestniczek. Pięknie i intensywnie w znakomitej atmosferze pracowaliśmy podczas 3-dniowego warsztatu ze sprzedaży, współpracy w zespole i obsługi roszczeniowego klienta. Dlatego tak bardzo lubię ten zawód.

Przygotowując się do szkolenia stawałam twarzą w twarz ze swoimi ograniczeniami. Przekraczałam swoje lęki i oswajałam to co nieznane. Poszerzałam swoją strefę komfortu. Wiele razy w życiu ją poszerzałam, w wielu różnych sytuacjach życiowych prywatnych i zawodowych, tak jak każdy inny człowiek. Każde nowe działanie, mniejsze i większe, poszerza strefę komfortu, które prowadzi do nauki, zmiany i rozwoju.

Kamila Kruk w książce „Wyspy komfortu” opisuje w sposób metaforyczny kilka postaw, które człowiekowi towarzyszą w trzymaniu się swojej strefy komfortu i sposoby myślenia przy jej opuszczaniu. Każdy człowiek w tej metaforze jest wyspą, którą sobie zbudował i o którą się troszczy. Tam czuje się bezpiecznie. Wyspa jak każda wyspa otulona jest wodą. I tam jest nieznana acz interesująca przestrzeń. Czy wyruszymy w tę interesującą przestrzeń i pokonamy wszelkie przeszkadzacze i bariery zależy de facto od nas. Autorka wyróżnia kilku metaforycznych bohaterów, których zadaniem jest zobrazowanie ludzkiego działania w obliczu podejmowanych nowych działań w nieznanej rzeczywistości. Mnie często w takich sytuacjach towarzyszy „Obawnik” ale i reszta bohaterów często swego głosu udziela. Gdybym przygotowując się do mojego szkolenia, poddała się swoim obawom i lękom, nie potrafiłabym stanąć przed uczestnikami i go poprowadzić. Byłabym niepewna i niewiarygodna. Uczestnicy by mi nie uwierzyli i nie podjęli procesu nauki ani współpracy. Przed szkoleniem przyjrzałam się moim ograniczeniom. Wzięłam je na trenerski warsztat. Sprawdziłam czy są prawdziwe? Odpowiedziałam sobie na pytanie co się stanie jak się zrealizują? Nie prawdziwe zaakceptowałam i odłożyłam na półkę. Do prawdziwych się przygotowałam najlepiej jak potrafię. Po zakończeniu projektu obie cieszyłyśmy się już tylko satysfakcją. W drodze powrotnej świętowałyśmy sukces lodami a o lękach nie było śladu. Wtedy wiedziałam, że chcę więcej!! Czułam się dumna i wartościowa. Dla takich chwil warto przełamywać swoje lęki i bariery, by rozwijać przysłowiowe skrzydła.

Jako mama mam wdzięczną możliwość obserwowania i towarzyszenia w rozwoju moich dzieci. Kiedy mają zaburzone poczucie bezpieczeństwa, bo na przykład jesteśmy w nowym miejscu z nowymi ludźmi, od razu swoboda w ich zachowaniu jest ograniczona. Każdy okazuje to na swój sposób adekwatny do charakteru i wieku. Jeden się wstydzi a drugi wyraźnie się boi. Nie są tak pewni siebie i stają się wycofani. Strach i Lęk towarzyszy nam od najmłodszych lat i leżą w naszej naturze tak jak wiele innych emocji i uczuć. Jest to nasze naturalne uposażenie. Są po coś, dlatego nie warto z nimi walczyć. Najmniejsze dzieci, na poszczególnych etapach rozwoju przeżywają tzw. lęki separacyjne, które objawiają się okazywaniem lęku, płaczem a nawet histerycznym krzykiem, kiedy mama zniknie z pola widzenia. Dziecko na tym etapie doświadcza rodzaju „odpępnienia” i uświadamia sobie, że mama i ono to nie jedno i mama może odejść co wyraża obawą lub wyraźnym lękiem. To jest naturalny etap rozwoju każdego dziecka. Pierwsze mikro-kroki ku samodzielności.

Kiedy z kolei czują się bezpieczne i kochane, są w znanym dla siebie środowisku, obserwuję pełną swobodę w zachowaniu i działaniu. Wtedy codziennie widzę jak każdy na swój zupełnie naturalny sposób przekracza swoje ograniczenia. Jak zdobywają się na odwagę by spróbować czegoś nowego. One się dopiero rozwijają i jest im teoretycznie łatwiej. Te najmniejsze dzieci nie są jeszcze obarczone wspomnieniami, wyuczonymi schematami i przekonaniami. Mają swój temperament i czystość. Codziennie z wytrwałością, łagodnością, uśmiechem i zachwytem, pokonują swoje ograniczenia. Najpierw chwytają przedmioty do rączek, wykonują obroty jeszcze później siadają, raczkują, chodzą, jeżdżą na rowerze itd. Niejednokrotnie obserwuję ogromny wysiłek wkładany w pozyskanie nowej nie wytrenowanej umiejętności. Są nieustannie czymś zaciekawione i zainteresowane. Skosztowanie znalezionego liścia czy patyka staje się niezwykle interesującą czynnością. Kamień to też świetne znalezisko bo okazuje się być cudownym skarbem a patyk zamienia się w cennego renifera. To zainteresowanie i skupienie uwagi z jaką dziecko ogląda różne przedmioty jest imponujące. Około 10-cio miesięczne dziecko podczas prób samodzielnego stania wykonuje w kółko cykl następujących po sobie ruchów. Wstaje przy podporze, puszcza się i siada. Powtarza tą czynność tak długo aż osiągnie sukces i złapie równowagę. Porażka go nie zniechęca. Jego dziecięca beztrosk-ość i niedojrzałość mu w tym pomaga bo jeszcze nie wie co to porażka. Gdy upadnie po prostu wstaje i próbuje raz jeszcze. Nie myśli „co o mnie pomyślą inni?”, „że ze mnie gapa bo próbuje a mi nie wychodzi.” „Ehh nie będę próbował bo jeszcze mi się nie uda i będzie pośmiewisko.” Nie ma wykształconego wstydu i lęku np. przed odrzuceniem czy ośmieszeniem. Wszystko to kształtuje się później. Na ten moment z otwartością i zaangażowaniem podejmuje trud i trenuje wstawanie aż osiągnie sukces. Takie dziecko żyje w teraz. Dla niego nie ma później za chwilę, wczoraj. To my dorośli często jesteśmy uwięzieni w wczoraj i jutro nie doceniając teraz. Nasze dorosłe mózgi już świetnie pamiętają, świadomie przeżywają emocje, uczą się, doświadczają, analizują przeszłość i przyszłość. Dlatego o wiele trudniej nam żyć i cieszyć się teraz. Trudniej nam też dostrzegać zasoby i możliwości jakie „teraz” nam oferuje. Nasz dorosły lęk, dojrzałość, samodzielność, umiejętność przewidywania zagrożeń, analiza zastanej rzeczywistości jest wielkim dobrodziejstwem, ale i „przeszkadzaczem” w pokonywaniu ograniczeń i w byciu tu i teraz.

Jacek Krzysztofowicz w książce „CZASEM TRUDNE ZAWSZE DOBRE. Jak zrozumieć i pokochać własne emocje” o lęku i stojącym przy nim blisko strachu pisze tak: „nie jest przyjemnym uczuciem. (….) chętnie byśmy się go pozbyli, wiele byśmy dali by raz na zawsze dał nam spokój. Jest jednak bardzo potrzebny: pojawia się aby nas ostrzegać przed niebezpieczeństwem – informuje o zagrożeniu i pomaga na nie reagować. Całe szczęście że umiemy się bać. Tylko psychopaci nie doświadczają lęku.”

Wszystkie emocje i uczucia są nam potrzebne bo informują nas o czymś ważnym. Dobrze jest jednak uważać na naszą wyobraźnię, która potrafi płatać figle i na skutek przeżywanych emocji podpowiadać rozumowi tak wiele, że boimy się ruszyć z miejsca.

W tej samej książce Jacek Krzysztofowicz pisze „Wyobraźnia to zdolność twórczego przekształcania elementów codziennego doświadczania, zgromadzonych w pamięci.”

I W innym miejscu: „Uczucie strachu jako podstawowy mechanizm chroniący nas przed potencjalnymi niebezpieczeństwami dzielimy wprawdzie z całym światem zwierząt, ale, niestety, dzięki zdolności myślenia staliśmy się jedynymi istotami na świecie, które są zdolne do tego, by się bać pomimo braku realnego zagrożenia.”

Zapraszam do przyglądania się ograniczeniom, które wypracowaliśmy przez lata naszego życia. Jakie blokujące przekonania nam towarzyszą? Jakie emocje generują? Po to by świadomie je rozpoznać, przeanalizować i zaakceptować, spuszczając z nich nieco przysłowiowe powietrze. Bo kiedy nadęty balon stanie się małym wiotkim balonikiem, będzie łatwiej ruszyć z miejsca po szersze, spokojniejsze i spełnione jutro. Bo Wszystko leży w nas. Każda zmiana, mniejsza czy większa to zbiór mikro zmian, mikro kroków. Do dzieła zatem moi drodzy czytelnicy!!!

Powodzenia i z Bogiem!

MW

KIM JESTEM I PO CO TO WSZYSTKO?

Na imię mi Monika i jestem certyfikowanym mediatorem, coachem oraz trenerem biznesu i rozwoju osobistego, prezesem w Fundacji Światło, mamą dwójki synów i córki w Niebie, żoną oraz autorem niniejszego bloga.

Sama przeszłam kilka zmian zawodowych. Wiele lat pracowałam w departamencie sprzedaży w bankach obejmując przy tym różne podstawowe i wyższe stanowiska. Jako analityk kredytowy w wielu aspektach zarządzałam regionem i podejmowałam decyzje kredytowe. Aktualnie jestem trenerem biznesu i rozwoju osobistego oraz mediatorem. Pomagam kobietom, małżeństwo i rodzinom w Fundacji Światło, którą założyłam wraz z mężem. Więcej o tej aktywności na stronie fundacji na którą serdecznie zapraszam www.fundacjaswiatlo.pl Dotarłam po wielu zakrętach do miejsca, w którym zawsze chciałam być. Przekonałam się, że życie na drugie imię ma zmiana, dlatego jest takie ciekawe, piękne  i trudne.

Prywatnie jak już wspomniałam jestem żoną, mamą dwójki synów i córki Naszego Aniołka Niebie. W domu codziennie uczę się  komunikacji, pokory, zrozumienia potrzeb własnych, męża i synów. Wszystko to po to, by budować właściwe relacje rodzinne.

Wewnętrznie jestem emocjonalnym bardzo aktywnym i zadaniowym wojownikiem, z wrodzoną empatią. Z takim oto tempera-mentalnym uposażeniem stworzył mnie Bóg.

Z wykształcenia jestem magistrem filozofii. Studia te kończyłam na Uniwersytecie Śląskim. Ponadto podyplomowo w Wyższej Szkole Bankowości i Finansów ukończyłam kierunek Działalność Kredytowa Banku. Kwalifikacje zawodowe trenerskie zdobywałam w Szkole Trenerów Biznesu Orinoko u Beaty Kaczor. Kwalifikacje zawodowe mediatora zdobywałam w Centrum Szkoleń Prawnych dr Grzegorz Frączek. Kompetencje i certyfikat coacha zdobywam w Akademii Coacha grupy SET. Ponadto ukończyłam Studium Towarzyszenia Małżeństwom w Instytucie św. Rodziny im. Kazimierza Majdańskiego, i studia podyplomowe w SWPS kierunek Pomoc Psychologiczna Rodzinom i Interwencje Systemowe.

Moje dotychczasowe życie zawodowe i rodzinne. Miłość i empatia do ludzi. Zdobyte przy tym doświadczenie, doprowadziło mnie do trenerstwa i mediacji. Jako trener szkolę m.in. z zasad prowadzenia właściwego dialogu z innymi ludźmi ale i z samym sobą. Uświadamiam jego ważność i efektywność w budowaniu relacji zarówno biznesowych jak i rodzinnych. Pokazuję drogę jak zacząć? Bo zawsze od siebie. Uświadamiam rolę emocji w procesie komunikacyjnym. Czym one są, co nam mówią, co nam robią i po co są? Na szkoleniach wraz z uczestnikami przełamuję bariery komunikacyjne. Szukamy potrzeb. Budujemy postawę asertywną. Proces zmiany jest zwykle obarczony trudem i dobrze jest mieć wtedy kontakt z samym sobą. Konkretna wiedza co u mnie pozwala mi zarządzić tym co we mnie, a potem daną sytuacją. Jako że sprzedaż, obsługa trudnych i roszczeniowych klientów, budowanie zespołów, efektywne zarządzanie zespołami, praca z motywacją to nadal komunikacja i budowanie relacji prowadzę szkolenia również i z tego zakresu.

Mediacje to nowe i świeże spojrzenie na ciężki i trudny spór lub konflikt. Uwielbiam, kiedy ludzie korzystając z moich usług dziękują mi za okazany szacunek, bezpieczną atmosferę. Mówią mi, że  w takiej formie o wiele łatwiej jest otworzyć umysł, wypowiedzieć potrzeby i spojrzeć świeżym okiem na stary spór wypracowując przy tym wspólne rozwiązanie.

A po co to wszystko? Bo przekonałam się, jak bardzo warto poznawać zasady prawidłowej komunikacji i wkładać wysiłek w wcielanie ich w życie, by budować przy tym postawę asertywną i zgodną z samym sobą. Wyższa świadomość co u mnie wzmacnia wewnętrzną siłę i odwagę. Łatwiej wówczas osiągamy zamierzone cele. Działamy skuteczniej i bardziej świadomie. Wiemy czego potrzebujemy i chcemy wiedzieć czego potrzebują inni, co jest często kluczowe w osiągnięciu sukcesu w budowaniu relacji czy też w prowadzeniu negocjacji. Konflikty staja się prostsze w rozwiązaniu a wiele z nich możemy uniknąć lub rozwiązać zanim staną się trudne do rozwiązania.

Zapraszam do śledzenia mojego bloga. Znajdziecie tu Państwo szereg artykułów, wiedzę, życiowe doświadczenie, ćwiczenia i inne pomocne materiały dotyczące samorozwoju byście codziennie mogli podnosić jakość i efektywność Waszego życia zawodowego i prywatnego.

Moje motto życiowe

„Twoje szczęście jest w Tobie”

Jest ono zaczerpnięte z bliskiej memu sercu książki o tym samym tytule, której autorem jest John Powell SJ.

MW