KOBIETA-ŻONA-MAMA-DOM-PRACA

Kobiece role życiowe…. 

Będąc młoda dziewczyną marzyłam o mężu. Marzyłam o domu. O tym, że będę miała duży dom a w nim schody. O dzieciach. Jako dziecko uwielbiałam bawić się w dom lalkami Barbie. W moich zabawach nie było nieporozumień, nie było wysiłku, nie było pracy. Byłam dzieckiem, więc jak na dziecko przystało była zabawa i lekkość a nie kłopoty 🙂

Dorosłam a pragnienia w sercu z dziecięcych marzeń pozostały. Zupełnie ich nie weryfikowałam a jedynie ubrałam w dorosłe ubranie. Bóg sprawił,że osiągnęłam swoje marzenia, nawet jakoś uparcie do tego nie dążyłam. Mam dom. Mam schody. Mam męża i mam dzieci. Moje dziecięce marzenia nie brały pod uwagę, że schody jak są to trzeba po nich biegać w tę i z powrotem kilka razy dziennie i że trzeba je myć. Mąż to nie jest złota rybka, która ma spełniać moje marzenia i oczekiwania, do tego czytać w moich myślach i biegle interpretować moje zachowania. Dzieci to nie tylko uśmiechnięte i gaworzące prześliczne bobasy. To również płacz,krzyk, ból, kłótnia w rodzeństwie, kłótnia małżeńska różne zachcianki i inne trudności. Nie chodzi mi o to by zniechęcać do bycia rodzicem czy współmałżonkiem, bo to piękne role. Chodzi mi tylko o to i aż o to, że gdy Gdy prawdziwe życie nie dorasta do marzeń pojawiają się kłopoty” Bo prawdziwe życie to piękno i trud. Dom to ciągła praca fizyczna, to remonty, to sprzątanie, prace w ogrodzie, wydatki na utrzymanie ale i wygoda, przestrzeń, ogród i relaks. Możliwość zrobienia w lecie romantycznego i rodzinnego ogniska. Możliwość bujania się na huśtawce. Dzieci mają bazę, różne zakamarki i męskie prace z tatą w piwnicy i wokół domu. I jak wszystko w życiu ma swoje plusy i minusy. Klucz to znaleźć, zaakceptować i utrzymać z Bożą pomocą równowagę we wszystkich pełnionych rolach i obowiązkach.

Będąc w pierwszej ciąży mimo kalendarzowej dorosłości moje serce nadal było pełne dziecięcych marzeń i oczekiwań. Nie korzystałam z pełnego programu szkoły rodzenia. Wybrałam tylko pojedyncze tematy dotyczące porodu. Bo byłam głęboko przekonana, że jak tylko szczęśliwie urodzę to już z resztą sobie poradzę. Wszystko już wiem i dam sobie radę. Marzyłam o spacerach z głębokim wózkiem i maleńkim moim dzieckiem w środku. Niemal całą ciążę pracowałam mimo zagrożonej ciąży. Przekonana byłam, że łaskawszym okiem spojrzy na mnie mój przełożony, jak będę pracowała jak najdłużej. Robiłam pośrednio coś dla kogoś, kosztem siebie w nadziei, że się ten ktoś odwdzięczy. Jakie naiwne było to myślenie. Porodu się bałam jak chyba każda przyszła mama o zdrowych zmysłach. Jedyne czego chciałam to tylko szczęśliwie urodzić. Reszta się nie liczyła bo uznałam, że potem to już pójdzie jak z płatka. Jakież wielkie było moje rozczarowanie kiedy moje marzenia, w ogólnej formie zrealizowane, osadziły się na prawdziwym życiu. I okazało się, że urodzenie dziecka to dopiero początek wielkich zmian. Urodziłam szczęśliwie ale z komplikacjami. Bóg czuwał. Jesteśmy cali i zdrowi. Z kolejną ciążą czekaliśmy cztery lata bo bałam się czy poradzę urodzić drugi raz. I czy w ogóle poradzę z drugim dzieckiem. Bóg jednak czuwa w każdej sytuacji. Póki co mam dwoje dzieci. Kiedy mój pierwszy syn się urodził, żadne z moich marzeń z dzieciństwa się nie spełniło. W ogóle nie spacerowałam bo Adaś w ogóle nie lubił się wozić. Bolał go brzuszek, miał alergię, dużo cierpiał przez pierwsze 1,5 roku swego życia. Nie spaliśmy z nim 14 m-cy. Kiedy Drugi syn się urodził ponowne trudności nas spotykały. Miesiące w szpitalach. Niepewność o stan zdrowia. Po urodzeniu obserwacja, badania. Wreszcie szczęśliwy powrót do domu a niedużo, bo w miesiąc później ciężki NOP. W konsekwencji zaburzenia neurorozwojowe, rehabilitacje itp. Każdy ma swoją historię i tu mógłby ją opowiedzieć. Nie piszę tego po to, by się żalić. Czy zniechęcać do macierzyństwa czy małżeństwa. Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że nasze marzenia się realizują ale osadzają się na rzeczywistości. Z całym tego inwentarza dobrodziejstwem i przekleństwem. Czyli z pięknem i wysiłkiem. Tak ten świat jest skonstruowany. Dzieci są wspaniałe, ale to również trud, wysiłek i służba. Małżeństwo jest piękne ale nic za darmo, to codzienna praca. I każdy z nas ma swoją historię. Dobrze jest mieć realną i praktyczna wiedzę do poukładania swojej codzienności w zgodzie z sobą i bliskimi, by codziennie wypełniać i realizować swój i Boży Plan. Czując przy tym satysfakcję, że masz wpływ na swoje życie,że możesz coś zrobić i poukładać. Nie rozsiadajmy się wygodnie w naszych strefach komfortu i nie oczekujmy, że ktoś coś za nas zrobi, za nas zmieni naszą rzeczywistość, że byłoby lepiej gdyby mąż był taki czy inny, że gdyby dzieci były takie czy inne, że gdyby więcej pieniędzy było i tak dalej. Weź życie w swoje ręce i zacznij je układać już dziś. Przyjdź na szkolenie i poukładaj siebie we wszystkich pełnionych Twoich rolach z takim zapleczem jakie masz teraz, a nie jakie byś chciała mieć :). Wszystko to po to byś zyskała kontrolę, wolność, odwagę, oddech, spokój i szczęście.

Z natury jestem wrażliwym wojownikiem i zadaniowcem. Jak wszystko ma to swoje plusy i minusy.Kiedy do drzwi mojego życia zapukało dorosłe życie z domem, kredytem, mężem, ciążami, dziećmi, różnymi chorobami i troskami rozpoczęłam trudny proces nauki pokory i godzenia wszystkich kobiecych ról jakie dał mi Pan. Były momenty, kiedy okropnie się szarpałam i frustrowałam. Wojownik ciągle walczy, więc toczyłam codziennie walkę o każdy dzień, by poukładać to czy tamto. Wkładany wysiłek i koszty emocjonalne jakie ponosiłam w realizację wszelkich działań w efekcie przekładały się niezbyt budująco na nasze domowe relacje. Pojawił się wreszcie moment,kiedy czułam się bardzo wyczerpana a efekty mojej walki i podejmowanych działań były w rzeczywistości marne. Przeczytana kolejna, książka,kolejny warsztat, rekolekcje i decyzja to jest zła droga. Zapamiętałam sobie na długo ten fragment z Księgi Syracha 11,10 „Dziecko nie bierz na siebie zbyt wielu spraw, bo jeśli będziesz je mnożył, nie będziesz bez winy. I choćbyś pędził, nie dopędzisz, a uciekając nie umkniesz.” Rozpoczęłam wówczas nową drogę, którą była nauką pokornego układania mojej codzienności, w zgodzie z sobą i otoczeniem. W łagodności w planowaniu i dialogu. Rozpoczęłam naukę ustawiania priorytetów, zdrowej komunikacji z sobą rodziną i współpracownikami. A to wszystko za sprawą Łaski Bożej. Kiedy to się zaczęło realizować czułam więcej radości z dnia codziennego. Czułam większe spełnienie i zadowolenie z samej siebie. Rodzaj dobrze wykonanej pracy. Mniej szarpania. Mniej myślenia typu inni mają lepiej, łagodniej i spokojniej. Bardziej siebie lubię. Lubię moje życie. Nie tęsknię za nierealnymi marzeniami. Moje marzenia są osadzone na tym czego naprawdę chcę i czego potrzebuję. I Robię to!! I Bóg mnie wspiera w tych działaniach.

Kiedy zaczynałam swoje macierzyństwo znajome w pracy i nie tylko chwaliły się, że ich dzieci pięknie śpią z mężem jadą tu czy tam a ja 14 m-cy nie spałam i nie miałam czasu się w spokoju wykąpać. Inne chwaliły się, że brak snu to piękne dobrodziejstwo a ja nie dawałam rady z wściekłości wyłam i robiłam sobie wyrzuty, że pewnie jestem kiepską mamą skoro w pokorze i uwielbieniu nie potrafię przyjąć permanentnego braku snu. Przechodziłam, przez różne frustracje spowodowane moim fałszywym myśleniem typu inni maja łatwiej są lepiej zorganizowani. To są kłamstwa, które niszczą naszą codzienność i nasze piękno. Dziś to wiem. Wiem też ile krzywdy robią nam kobietom medialne obrazy promujące życie rodzinne w sielance, bez trudności a jak już się pojawiają to same się jakoś łatwo rozwiązują. Nasze serce tęskni do takich obrazów, ale nikt nie uczy nas narzędzi jak to życie realizować by zbliżyć się chociaż do idealistycznych obrazów z naszych marzeń.

Ludzie mówią mi często,że mam ładną figurę i dwoje dzieci urodziłam. Jak ja to robię?Nigdy się o to nie starałam. Tak po prostu mam i gdzieś zupełnie pośrednio uzyskałam taką figurę po porodach. Niektóre Panie otwarcie mi komunikują, że mi zazdroszczą. Ale przyznam, że w przeszłości, kiedy byłam panienką czy później młodą bezdzietną mężatką, kiedy to na głowie miałam tylko etat, narzeczonego a później już męża i mieszkanie w bloku 40m2 miałam na sobie 10 kg więcej a w sercu nierealne marzenia i oczekiwania, które generowały frustracje i niezadowolenie;) Dlatego często powtarzam, że moje dzieci ubogaciły mnie w szczuplejszą figurę w zdrowsze,prawdziwsze i piękniejsze serce. Bo tak dały mi do galopu, że często nie miałam czasu zjeść kromki chleba a z marzeniami zeszłam na ziemię. Ustawiłam priorytety i poukładałam się sama ze sobą. Przyszło konkretne życie i konkretna rzeczywistość. Dlatego da się! Wszystko się da. Bo „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. FLP 4,13

Zapraszam i Przyjdź na szkolenie ze mną i wyrusz w drogę odpowiedzialnego układania życia swego w swoich rolach jakie pełnisz codziennie.

KOBIETA-ŻONA-MAMA-DOM-PRACA CZYLI JAK W ZGODZIE Z SOBĄ ŁĄCZYĆ KOBIECE ROLE ŻYCIOWE

MW

Link gdzie poznasz szczegóły na temat szkolenia

KOBIETA-ŻONA-MAMA-DOM-PRACA – Kobiece role życiowe, czyli jak je w zgodzie i równowadze łączyć?

CO TO WŁAŚCIWIE JEST TA ASERTYWNOŚĆ ??

To już było :)) Zapraszam na kolejne…

Kiedyś myślałam, że jestem asertywna, byłam jednak bardziej agresywna niż asertywna. Asertywnej postawy uczę się codziennie. Teraz już wiem jaka jest jej wartość i jak bardzo pomocna jest w wielu sytuacjach życiowych. Pomaga w budowaniu relacji. Skutecznie pomaga w rozpoznawaniu i zrozumieniu źródeł wielu i nierzadko skomplikowanych zachowań siebie i innych ludzi. Doświadczyłam i przekonałam się, że jest to potężne narzędzie niezbędne w codziennym życiu, pod warunkiem, że jest właściwie rozumiana. Z uwagi na osobiste doświadczenia i codzienną obserwację zastanej rzeczywistości w tym ludzi i relacji jakie tworzą i budują, widzę głęboką potrzebę trenowania asertywnych umiejętności, w oparciu o konkretną wiedzę psychologiczną i konkretne wskazówki. W odpowiedzi na te potrzeby stworzyłam warsztat Sięgnij po Asertywność, by służył innym ludziom. By inni również mogli doświadczyć i przekonać się jak ważne i potrzebne jest to narzędzie. Tym bardziej teraz w dzisiejszym świecie, gdzie tak wiele konfliktów, gdzie relacje międzyludzkie i rodzinne są obciążone i przeżywają wszelakiego rodzaju kryzysy. Gdzie tak wiele jest na rynku dóbr. W Mediach społecznościowych tak wiele manipulacji i dezinformacji. Gdzie w wielu obszarach promuje się posiadanie dóbr materialnych. One niejako stają się wyznacznikiem wartości jednostki jako takiej w dzisiejszym komercyjnym świecie. Hołduje się egoizm, wygodę, kolorowe łatwe i przyjemne życie. Często promuje się bezwzględne dążenie do realizacji swoich potrzeb. Do realizacji siebie. Pod tymi pozornie nie groźnymi motywatorami kryje się egoizm, bo o ile dążenie do realizacji swoich potrzeb nie jest samo w sobie niczym złym, to jeśli czynię to raniąc innych wówczas wysoce prawdopodobne, że nie będzie to już ani asertywne, ani moralne zachowanie a działanie wypływające z egoizmu i potrzeby realizacji swoich interesów bez względu na otoczenie. Nie ma nic złego, w pragnieniu posiadania dostatniego i wygodnego życia, niewiele się jednak mówi o pułapkach tych roznieconych w naszych sercach oczekiwań. Ileż frustracji i niezadowolenia w codziennym życiu obserwuję. Ileż nieporozumień i krzywdy ludzkiej się dzieje. Ileż kobiet po urodzeniu dziecka kiedy styka się z rzeczywistością własną a nie wyimaginowanymi wyobrażeniami zbudowanymi na podstawie promowanego życia celebrytów i fikcyjnych serialach tonie w frustracji i niezadowoleniu z siebie jako kobiety jako matki i żony. Konkretne umiejętności i żywa wiedza z zakresu budowania autentycznej postawy asertywnej wspiera i pomaga zrozumieć a tym samym zaradzić wielu trudnościom, frustracjom i niechęci.

Teraz kiedy dzięki Opatrzności Bożej i współpracy Bazyliki św Antoniego i jej proboszcza Ks. Marka Bernackiego, który udostępnił miejsce i mamy w moim rodzinnym mieście przestrzeń do pracy by zdobywać w praktyczny sposób nową wiedzę, by żyło się łatwiej, zdrowiej, bliżej siebie i prawdy. Obserwuję niewielkie zainteresowanie. Zastanawiam się dlaczego tak jest? Często do skorzystania z kursu barierą jest cena. Trzeba się zapisać, wybrać, pojechać i zapłacić za kurs i całą wyprawę. Koszty takich kursów są bardzo drogie. Pierwsza lepsza oferta z internetu pokazuje mi dwudniowy kurs asertywności w cenie 1500 zł w last minute 1399 zł plus koszty dojazdu może nawet noclegu. Kiedyś moja koleżanka po fachu powiedziała mi „no Monika to jest produkt luksusowy. Nie dla każdego”. Pomyślałam wtedy, że nie. To nie jest produkt luksusowy. To są podstawowe umiejętności potrzebne każdemu człowiekowi. Potrzebne w byciu OK sam ze sobą. Potrzebny małżonkom i rodzicom. Potrzebny osobom aktywnym zawodowym i przedsiębiorcom. Potrzebny mężczyznom i kobietom. Wszystkim pracownikom wyższego i niższego szczebla. Lekarzom, prawnikom, księgowym, wszystkim innym osobom wykonującym przeróżne zawody oraz młodzieży. Powinno się tych umiejętności uczyć dzieci w szkołach u podstaw, ku budowaniu dojrzałego i odpowiedzialnego życia. Osobiście uważam, że dzieci uczone umiejętności asertywnych w właściwy sposób w szkole formą warsztatów, unikały by wielu dramatycznych decyzji w okresie dojrzewania, a depresja mogłaby zbierać mniejsze żniwo wśród nastoletniej młodzieży. Tak to już jakoś jest, że to co najbardziej nam potrzebne jak powietrze do życia jest tak odległe i podane w formie drogiego i luksusowego produktu. Takie kłamstwo Nam się wpiera a my w nie wierzymy. W związku z tym, że moje przekonanie jest odmienne co do dostępności szkoleń rozwojowych w tym asertywności włożyłam wysiłek by stworzyć przestrzeń do rozwoju dla ludzi takich jak ja przeciętnych utrzymując jednocześnie „luksusowy” poziom warsztatu. I mamy to!! Bo W Rybniku w współpracy z Bazyliką św Antoniego mamy w zasadzie co łaska żeby pieniądze nie były przeszkodą do skorzystaniu z rozwojowej wiedzy. Wkrótce w regularnej cenie ale nadal niższej niż na ogólnym rynku. A mimo to nadal zainteresowanie jest niewielkie. Obserwuję dystans a nawet nieufność. Asertywność hmm może by i się przydało ale po co? Słyszę od niektórych potencjalnych uczestników. A czas? Jak to długo trwa? A po co tyle czasu mielić jedno i to samo? Jeszcze ktoś inny mówi. Asertywność no przydałoby się może i tak ale właściwie to co to takiego jest? Jeszcze gdzieś indziej słyszę „Aa asertywność to umiejętność powiedzenia nie i postawienie na swoim. To mnie nie interesuje.” Lub „jestem samotną wdową z małym dzieckiem i nie mam problemów z asertywnością.” I jeszcze „No i pieniądze jakoś drogo choć mówię, że w Bazylice św. Antoniego można skorzystać z dobrej jakości warsztatu za co łaska czyli ile kto może, bo dzięki ofiarności Parafii mamy miejsce. Normalnie sala kosztuje 800zł i to tylko sala.

Jak już doszliśmy do bariery jaką są pieniądze nadmienię tylko, że zwykły kilkugodzinny kurs online w internecie potrafi kosztować 300zł. Kilka podstawowych rzeczy zakupionych w biedronce i 130 zł wypływa z naszego portfela do kasy. 45 Min rehabilitacji ruchowej dla dziecka 70zł. 1H sesji u psychologa 100zł. Korepetycje 1h 80-100zł. Leki w aptece już nie wspomnę bo można zostawić 100 zł za kilka leków od grypy. Więc poddaję w wątpliwość i indywidualnemu rozeznaniu czy rzeczywiście 2,5 dniowy tj 18 godzinny certyfikowany kurs wyceniony na 430zł. Czy to naprawdę drogo? To tylko dzięki Parafii możliwe jest korzystanie z luksusowego produktu na takich warunkach, bo mamy miejsce.

Warsztat jest wyceniony bo to jest konkretna wiedza, za którą również zapłaciłam, żeby ją mieć i móc prezentować. Konkretna praca, którą wkładam w realizowanie warsztatu. Konkretny program i konkretne materiały szkoleniowe i inne pomocnicze i organizacyjne kwestie. To wszystko kosztuje.

Reasumując powyższe obserwuję, słucham, czytam między wierszami i szukam zrozumienia dla źródła oporu. Myślę, że powoli je znajduję. Asertywność i szkoła trenerska, którą kończyłam dała mi m.in uważność. Ludzie przejawiają opór do czegoś z jakiegoś konkretnego powodu i w tej sytuacji on też jest konkretny i namacalny, a nie że są nie mądrzy, bo takie cacko powstało w Rybniku a oni nie chcą korzystać. Szukam więc zrozumienia i źródła. No i chyba mam. Leży on w dezinformacji i braku dostatecznej wiedzy czym konkretnie jest Asertywność w całej swej zgoła pięknej okazałości. Człowiek dorosły wieloma doświadczeniami nauczył się bycia ostrożnym. Raz oszukany drugi raz tak szybko nie da się nabrać. Raz zmanipulowany będzie ostrożny i będzie to wypływało z jego naturalnej troski o swoje bezpieczeństwo. A błędne i sprzeczne informacje w sieci podsycają niepokój. W sieci dużo kilkugodzinnych kursików o asertywności zamykających się defacto w kilku przedstawionych narzędziach komunikacyjnych. To jest raczej rodzaj sprzedanej zajawki o asertywności. Płytkie rozumienie asertywności sprowadzone do narzędzi komunikacyjnych rzeczywiście bliskie jest manipulacji. Przereklamowane i fałszywie określona asertywność jako dążenie do celu choćby po przysłowiowych trupach. Cwaniactwo. Słabszy ginie. To ie asertywność. Tylko agresja. Często taki jest świat twardego biznesu i korporacji ale nie ma on nic wspólnego z asertywną postawą, która często sprzedawana jest w karykaturalnej formie agresji i manipulacji. Dezinformacja i błędne wyobrażenie generuje niepokój, dystans i ostrożność. I to rozumiem i szanuję.

Dlatego spieszę z wyjaśnieniem dla wszystkich wątpiących i zastanawiających się. ASERTYWNOŚĆ To nie Manipulacja i uparte postawienie na swoim, choć obejmuje dbałość o swoje prawa. To nie tylko umiejętność powiedzenia NIE. To nie tylko narzędzia komunikacyjne. To o wiele wiele, więcej i głębiej. Asertywność to odpowiedzialność. To mądra, łagodna, stanowcza, dojrzała postawa, którą człowiek jako dorosła istota podejmuje decyzję by przyjąć. To konkretna umiejętność i konkretna wiedza niezbędna do budowania prawidłowych relacji z sobą, z rodziną i poza nią. Na każdej płaszczyźnie życia. To konkretna umiejętność jak radzić sobie z sytuacjami konfliktowymi. Jak radzić sobie w starciu z osobami agresywnymi. Jak bronić siebie i swoich praw w asertywny czyli stanowczy i łagodny sposób. To praca z emocjami. To zgłębienie świadomości emocjonalnej. To odkrywanie czego ja naprawdę chcę i potrzebuję. To poszukiwanie prawdy. To ogromne wsparcie dla osób u których w osobowości leży uległość i introwersja. To wreszcie komunikacja z sobą i z innymi w oparciu o współpracę i szacunek do siebie i innych. To narzędzie wspierające akceptację samego siebie.

Asertywność jest często mylona z agresją. Ten co się rozpycha łokciami i tonem niecierpiącego sprzeciwu mówi czego chce i nie przyjmuje odmowy i ma być jak chce jest zachowaniem agresywnym. Asertywność kojarzy się niektórym z manipulacją, że przy wykorzystaniu konkretnych narzędzi ugram to co dla mnie ważne. Asertywność nie ma nic wspólnego z manipulacją. A dodatkowo wspiera rozpoznawanie zachowań manipulacyjnych. Wskaże jak się bronić i jak obnażać tego typu zachowania.

Asertywność czynnie wspiera akceptację samego siebie. Pomaga w rozumieniu i lubieniu samego siebie co tak ważne jest w budowaniu zdrowych relacji z innymi.

„Pełna radości samoakceptacja jest powołaniem do Asertywności”1

„Asertywność to pomysł na to jak wykorzystać w pełni swoje prawa ale tylko do granicy, za którą rozciągają się prawa Innych”2

Asertywna autoekspresja to bezpośrednie, zdecydowane, pozytywne, a kiedy to koniecznie – nieustępliwe działanie sprzyjające kształtowaniu równości w relacjach międzyludzkich. Asertywność umożliwia nam działanie w naszym najlepszym interesie, obronę własnego stanowiska bez nadmiernego lęku, egzekwowanie własnych praw bez naruszania praw innych osób oraz swobodne i szczere wyrażanie uczuć (np. przywiązania, miłości, przyjaźni, niezadowolenia, irytacji, złości, żalu, smutku).”3

Ten warsztat i Blog powstał dla każdego borykającego się z codziennością i jej trudnościami, by życie stało się smaczniejsze i piękniejsze w codziennym go przeżywaniu.

Te warsztaty powstają z potrzeby serca i misji. Zapraszam Was na nie serdecznie 🙂

Z Bogiem

MW

—————————————————————————————-

  • 1 J.Powell SJ Twoje Szczęście jest w Tobie
  • 2i3 R. Alberti i M. Emmons Asertywność. Sięgnij po to, czego chcesz, nie raniąc innych

Mini Fotorelacja z Warsztatów Sięgnij po Asertywność

KIM JESTEM I PO CO TO WSZYSTKO?

Na imię mi Monika i jestem certyfikowanym mediatorem, coachem oraz trenerem biznesu i rozwoju osobistego, prezesem w Fundacji Światło, mamą dwójki synów i córki w Niebie, żoną oraz autorem niniejszego bloga.

Sama przeszłam kilka zmian zawodowych. Wiele lat pracowałam w departamencie sprzedaży w bankach obejmując przy tym różne podstawowe i wyższe stanowiska. Jako analityk kredytowy w wielu aspektach zarządzałam regionem i podejmowałam decyzje kredytowe. Aktualnie jestem trenerem biznesu i rozwoju osobistego oraz mediatorem. Pomagam kobietom, małżeństwo i rodzinom w Fundacji Światło, którą założyłam wraz z mężem. Więcej o tej aktywności na stronie fundacji na którą serdecznie zapraszam www.fundacjaswiatlo.pl Dotarłam po wielu zakrętach do miejsca, w którym zawsze chciałam być. Przekonałam się, że życie na drugie imię ma zmiana, dlatego jest takie ciekawe, piękne  i trudne.

Prywatnie jak już wspomniałam jestem żoną, mamą dwójki synów i córki Naszego Aniołka Niebie. W domu codziennie uczę się  komunikacji, pokory, zrozumienia potrzeb własnych, męża i synów. Wszystko to po to, by budować właściwe relacje rodzinne.

Wewnętrznie jestem emocjonalnym bardzo aktywnym i zadaniowym wojownikiem, z wrodzoną empatią. Z takim oto tempera-mentalnym uposażeniem stworzył mnie Bóg.

Z wykształcenia jestem magistrem filozofii. Studia te kończyłam na Uniwersytecie Śląskim. Ponadto podyplomowo w Wyższej Szkole Bankowości i Finansów ukończyłam kierunek Działalność Kredytowa Banku. Kwalifikacje zawodowe trenerskie zdobywałam w Szkole Trenerów Biznesu Orinoko u Beaty Kaczor. Kwalifikacje zawodowe mediatora zdobywałam w Centrum Szkoleń Prawnych dr Grzegorz Frączek. Kompetencje i certyfikat coacha zdobywam w Akademii Coacha grupy SET. Ponadto ukończyłam Studium Towarzyszenia Małżeństwom w Instytucie św. Rodziny im. Kazimierza Majdańskiego, i studia podyplomowe w SWPS kierunek Pomoc Psychologiczna Rodzinom i Interwencje Systemowe.

Moje dotychczasowe życie zawodowe i rodzinne. Miłość i empatia do ludzi. Zdobyte przy tym doświadczenie, doprowadziło mnie do trenerstwa i mediacji. Jako trener szkolę m.in. z zasad prowadzenia właściwego dialogu z innymi ludźmi ale i z samym sobą. Uświadamiam jego ważność i efektywność w budowaniu relacji zarówno biznesowych jak i rodzinnych. Pokazuję drogę jak zacząć? Bo zawsze od siebie. Uświadamiam rolę emocji w procesie komunikacyjnym. Czym one są, co nam mówią, co nam robią i po co są? Na szkoleniach wraz z uczestnikami przełamuję bariery komunikacyjne. Szukamy potrzeb. Budujemy postawę asertywną. Proces zmiany jest zwykle obarczony trudem i dobrze jest mieć wtedy kontakt z samym sobą. Konkretna wiedza co u mnie pozwala mi zarządzić tym co we mnie, a potem daną sytuacją. Jako że sprzedaż, obsługa trudnych i roszczeniowych klientów, budowanie zespołów, efektywne zarządzanie zespołami, praca z motywacją to nadal komunikacja i budowanie relacji prowadzę szkolenia również i z tego zakresu.

Mediacje to nowe i świeże spojrzenie na ciężki i trudny spór lub konflikt. Uwielbiam, kiedy ludzie korzystając z moich usług dziękują mi za okazany szacunek, bezpieczną atmosferę. Mówią mi, że  w takiej formie o wiele łatwiej jest otworzyć umysł, wypowiedzieć potrzeby i spojrzeć świeżym okiem na stary spór wypracowując przy tym wspólne rozwiązanie.

A po co to wszystko? Bo przekonałam się, jak bardzo warto poznawać zasady prawidłowej komunikacji i wkładać wysiłek w wcielanie ich w życie, by budować przy tym postawę asertywną i zgodną z samym sobą. Wyższa świadomość co u mnie wzmacnia wewnętrzną siłę i odwagę. Łatwiej wówczas osiągamy zamierzone cele. Działamy skuteczniej i bardziej świadomie. Wiemy czego potrzebujemy i chcemy wiedzieć czego potrzebują inni, co jest często kluczowe w osiągnięciu sukcesu w budowaniu relacji czy też w prowadzeniu negocjacji. Konflikty staja się prostsze w rozwiązaniu a wiele z nich możemy uniknąć lub rozwiązać zanim staną się trudne do rozwiązania.

Zapraszam do śledzenia mojego bloga. Znajdziecie tu Państwo szereg artykułów, wiedzę, życiowe doświadczenie, ćwiczenia i inne pomocne materiały dotyczące samorozwoju byście codziennie mogli podnosić jakość i efektywność Waszego życia zawodowego i prywatnego.

Moje motto życiowe

„Twoje szczęście jest w Tobie”

Jest ono zaczerpnięte z bliskiej memu sercu książki o tym samym tytule, której autorem jest John Powell SJ.

MW